Forum

lub Zarejestruj się aby założyć posty i tematy.

W seminarium zrozumiałem, że pozycję w Kościele zyskuje się przez pieniądze i łóżko

Jestem z małej miejscowości, gdzie wszyscy wszystkich znają i wszyscy też chodzą do kościoła. I chociaż religia nie była w moim domu istotna, to rodzice i tak zmuszali mnie do chodzenia na msze. Wierzyli w to, że tak trzeba, skoro robią tak wszyscy.

Moi rodzice do 18. roku życia czuli się zobowiązani, aby mnie zmuszać do godzinnego siedzenia w kościele. Później, gdy formalnie stałam się dorosła, odpuścili, a oni mieli poczucie spełnionego obowiązku.

Ja te msze odbębniałem. Komunię świętą też odbębniłem. Naprawdę chodzić do kościoła zacząłem dopiero jako nastolatek, dokładnie wtedy, gdy przygotowywałem się do bierzmowania. W tamtym czasie poczułem pasję do Kościoła, do religii. Fascynowało mnie to, co się dzieje podczas mszy na ołtarzu. Było w tym coś mistycznego.

Świadomy początek, na który miał też wpływ zespół U2. Poznałem go jako 13-latek i bardzo lubiłem ich piosenki; w większości były one pisane przez wokalistę Bono. Wielokrotnie podkreślał w nich, jak ważną rolę w jego życiu odegrała wiara. Wkręciłem się.

czytaj dalej na stronie artykułu

Mam w głowie dwie takie piosenki, które wywarły na mnie wpływ. Pierwsza ma tytuł "I Still Haven't Found What I'm Looking For", czyli "wciąż nie znalazłem tego, czego szukam". Piosenka spotkała się z oburzeniem katolickich biskupów. Ich zdaniem Bono, skoro jest osobą wierzącą, znalazł to, czego szuka, czyli Boga. On jednak twierdził, że sama wiara w Boga nie wystarczy. Dla niego wiara oznaczała nieustanną podróż po królestwie Chrystusa, w którym szuka się wskazówek, jak być dobrym człowiekiem, a ta droga nigdy się nie kończy. W końcu sama wiara nie czyni nas dobrymi ludźmi. Bardzo mi się to spodobało.

czytaj dalej na stronie artykułu